Andrzej Wronka


Mówienie, że horoskopy są oczywistym oszukaństwem

ma taki sam skutek, jak powtarzanie społeczeństwu,

że palenie szkodzi zdrowiu.

Niekiedy głupota zwycięża zdrowy rozsądek i mądrość. Takim przypadkiem są horoskopy. Bezsensowność i fałszywość horoskopów można wykazać na trzech niezależnych od siebie płaszczyznach: religijnej, naukowej i logicznej.

Horoskopy a religia

„Niechaj się stawią, by cię ocalić, owi opisywacze nieba, którzy badają gwiazdy, przepowiadają na każdy miesiąc, co ma się z tobą wydarzyć. Oto będą jak źdźbła słomiane, ogień ich spali. Nie uratują własnego życia z mocy płomieni” (Iz 47,13-14).

O płaszczyźnie religijnej wystarczy powiedzieć, że każdy, kto czyta i wierzy w horoskopy, uważa Chrystusa za oszukańca. I odwrotnie: każdy, kto uważa, że Jezus jest Prawdą i mówi prawdę, będzie uważał horoskopy za oszukaństwo.

Dlaczego?

Otóż Chrystus zapewnia, że nawet włosy na naszej głowie są policzone (por. Mt 10,30) i nic bez woli kochającego Boga nie może się nam stać. Tak więc – albo wierzę, że jest Boża Opatrzność, że poprzez modlitwę, pracę nad sobą mogę i powinienem wypraszać dla siebie i innych łaski, albo wierzę, że Pan Bóg tu nie ma nic do powiedzenia, a to, co mnie spotka w przyszłym tygodniu, z kim się pogodzę, a z kim pokłócę zależy od ułożenia bezrozumnych planet na tle bezdusznych gwiazd w momencie mego urodzenia. Jednego z drugim absolutnie pogodzić się nie da. Wiara w horoskopy jest grzechem przeciw wierze.

Często dochodzi tu do chorobliwego uzależnienia się od wiary w zabobony czy przeznaczenie. Niejednokrotnie nawet ludzie wierzący szukają pociechy, odpowiedzi na nurtujące ich pytania nie u Boga i w zdrowym rozsądku, ale w horoskopach i u wróżek. Osoby te są zniewolone przez przesądy. Podejmując jakąś decyzję, sprawdzają najpierw horoskop na dany dzień lub układają karty Tarota. Zawierając nową znajomość, pytają spod jakiego jest ktoś znaku, itp.

Przypomina mi się tu pewna historia. W czasie odpoczynku między kolejnymi etapami pielgrzymki w grupie osób ktoś zapytał: “Spod jakiego jesteś znaku?” Nie chcąc robić złej atmosfery i pouczać tego “wierzącego”, odpowiedziałem: “Ja, jako chrześcijanin, spod znaku Krzyża, a ty?”. Pytający chyba zrozumiał, bo więcej nigdy ze znakami zodiaku nie wychylił się, przynajmniej do mnie.

Św. Augustyn ocenia grzechy astrologów bardzo ostro, gdyż mieszają oni niektóre elementy nauk ścisłych z domysłami, wykazują ewidentnie złą wolę, za którą stoją wpływy demonów. Demony kryją się za szacownymi ludźmi, sprawiającymi wrażenie naukowców. Współczesne pomieszanie okultyzmu z elementami nauki nie jest więc czymś nowym. Św. Augustyn poświęca całą rozprawę tematowi wróżbiarstwa kierowanego przez demony: “Siedzą i liczą gwiazdy, przestrzenie, bieg, obroty, badają ruchy, opisują, wyciągają wnioski. Wydają się wielkimi uczonymi. Ta cała wielkość i uczoność to obrona grzechu. Będziesz cudzołożnikiem, bo taka jest twoja Wenus; będziesz zabójcą, bo taki jest twój Mars. Zatem zabójcą jest twój Mars, a nie ty. Wenus jest cudzołożna, a nie ty. Bacz, żebyś ty nie został potępiony zamiast Marsa czy Wenus” (Św. Augustyn, Enarrationes in Psalmos, 140,9).

Zwróćmy uwagę na ważny aspekt astrologicznych przepowiedni – naruszają one prawdę o wolnej woli człowieka i możliwości zasługiwania przed Bogiem. Co więcej, wiara w horoskopy jest po części zrzuceniem odpowiedzialności za własne grzechy, słabości czy też niepowodzenia na przyrodę nieożywioną. Biblia wypowiada się stanowczo przeciwko uprawianiu astrologii. Ojcowie Kościoła uznają ją za formę podporządkowania się złym duchom.

Jeśli jesteś zwolennikiem horoskopów i wróżb, to pamiętaj, iż twoje życie nie jest zaplanowane przez bezduszne gwiazdy! Nie jest igraszką złudzenia! Udowodnił to Bóg, posyłając swojego Syna, by nas zbawił i uszczęśliwił (por. J 3,16). Jezus chce i może rozwiązać twój największy problem, ale nie uczyni tego na siłę. Zamiast do gwiazd, zwróć się do Niego. Twoje życie nie zależy od planet i gwiazd, ale od Boga i twojej z Nim współpracy.

Rządzą planety czy pogańscy bożkowie?

Zwróćmy jeszcze na koniec uwagę, iż mówiąc o wpływie planet, tak naprawdę mówimy o pogańskich bożkach. Nazwy planet wzięto z mitologii. Nadano im imiona pogańskich bóstw. Np. czwarta planet od słońca, której skorupa zawiera dużo pierwiastka żelaza i na ziemskim niebie wygląda jak czerwona plamka, dostała imię pogańskiego boga wojny – Marsa. Podobnie najjaśniejsza na ziemskim niebie planeta otrzymała imię bogini płodności i urody – Wenus. Podobnie jest z innymi planetami.

Charls Strohmer, który porzucił astrologię po ośmiu latach jej praktykowania, zauważa, iż mimo naukowego bełkotu, odwoływania się do wyliczeń tyczących położenia planety, astrologowie nie mówią o wpływie danej planety (która ma taką a taką masę, gęstość, budowę wewnętrzną, właściwości grawitacyjne, itp.), ale w gruncie rzeczy mówią o wpływie danego bóstwa, od którego imienia dana planeta nosi nazwę! Widać więc dobitnie, iż astrologia (nie mylić z astronomią!) nie jest żadną nauką – mimo że sprawia tego pozór! Dlatego wspomniany autor wysuwa wniosek, iż pod każdym publikowanym horoskopem winna znajdować się uwaga: “poniższe rady oparte są na mitologii”.[1]

Tak więc ci, którzy stawiają horoskopy, jak i ci, który w nie wierzą (niekiedy za nie płacą) odwołują się do pogańskich bożków. Przyznają, iż to one wywierają wpływ na ich życie. A jak wiemy, poza Bogiem jedynym, Stwórcą całego wszechświata i Prawodawcą nie ma żadnych innych bożków. Pomijając nawet aspekt religijny, to kompromitacja, że w XXI wieku tylu wykształconych (zdawałoby się) ludzi wierzy w pogańskich bożków i ich wpływy na swoje życie.

Magia – ubliżaniem i kpiną z Prawdziwego Boga

Wiara w horoskopy jest drwiną z kochającego i wszechmocnego Boga. Problem jest szerszy, bo dotyczy wszystkich przesądów i zabobonów. Wiara w nie jest ubliżaniem Panu Bogu. Dlaczego tak zdecydowana ocena? Proszę zwrócić uwagę, iż właściwa postawa stworzenia wobec Stwórcy wyraża się ufnością i zawierzeniem. Jeżeli chcę u Boga coś osiągnąć, padam na kolana i modlę się z dziecięcą ufnością, iż Pan Bóg widzi moją potrzebę i nie pozostawi mej prośby bez odpowiedzi. Wówczas pokazuję Bogu, że uznaję swą zależność od Niego. Pokazuję Mu, że to w Nim szukam pomocy, ratunku, a nie w swoim sprycie, cwaniactwie, układach, itp.

Zgoła inaczej jest z przesądami, których odmianą są horoskopy. Tu pokazuję Panu Bogu, że On mnie nie obchodzi. Jest mi niepotrzebny. Bo szczęście zapewni mi kominiarz i mój guzik, nieszczęście ominę, gdy będę unikał czarnych kotów, witania się w progu, itp.

Na tym tle horoskopy rysują się jako zabobonna wiara, iż to, co mnie spotka jutro czy w przyszłym miesiącu, zależy nie od kochającego Boga w niebie, nie od moich modlitw i wysiłków, ale od bezrozumnych planet i gwiazd, które w momencie mego urodzenia tak a nie inaczej się ustawiły.

Wiara w horoskopy jest grzechem przeciw pierwszemu przykazaniu Bożemu i nie dać się jej pogodzić z chrześcijaństwem. Jest pozostałością dawnych pogańskich kultów astralnych, które Biblia jednoznacznie potępia.

Horoskopy a nauka

Aby uzmysłowić sobie, jak wielki poziom nienaukowości wykazują horoskopy, odwołajmy się do kilku faktów. Astrolog, który wyznacza horoskopy, czyni to z układu planet. Położenie każdej z nich na tle odpowiednich gwiazdozbiorów w momencie urodzenia człowieka ma – wg astrologów – wpływać na całe dalsze życie. Uwierzyć w to może ktoś, kto w ogóle nie ma najmniejszego pojęcia o otaczającym nas wszechświecie. Otóż odległości między planetami mierzy się w milionach i miliardach kilometrów. Najbliższe Ziemi Wenus i Mars są odległe – w zależności od położenia na orbicie – o ok. 50-500 milionów kilometrów. Rodzi się pytanie: jak planeta odległa ode mnie o np. 100 milionów kilometrów może spowodować to, że w danym tygodniu zawrę ciekawą znajomość czy też odniosę sukces w pracy? Ale to jeszcze nic. Astrologia powołuje się na dalsze planety np. Neptuna i Plutona, które są odległe od Ziemi o ok. 4-7 miliardów kilometrów.

Ale i to jeszcze nie wszystko. Astrologowie odwołują się również do gwiazd. Podobno i one mają wpływać na nasze życie. Czy ich układ może decydować, co nas spotka? Aby odpowiedzieć na te pytania, wystarczy uzmysłowić sobie, iż najbliższa gwiazda (poza Słońcem) jest odległa od Ziemi o 4,3 lat świetlnych. Cyfra ta, podana sucho, być może nie robi większego wrażenia. Ale gdy uświadomimy sobie, iż promień świetlny w ciągu 1 sekundy przebywa odległość prawie 300 000 km, czyli przez 1 sekundę około 7 razy okrąży Ziemię na równiku i mimo tej zawrotnej prędkości musi biec do nas od tej gwiazdy ponad 4 lata, wówczas odległość ta zaczyna działać na naszą wyobraźnię. Dla ciekawych podaję, iż jest to 40 681 440 000 000 km. Statek kosmiczny, który podróżowałby z prędkością 50 km/s musiałby podróżować do najbliższej gwiazdy ok. 25 800 lat. Pragnę przypomnieć, iż jest to najbliższa gwiazda. Gwiazdy, na które powołuje się astrologia, są znacznie dalej od Ziemi. Ich odległości są rzędu 100 czy 1000 lat świetlnych. Tę odległość nasz statek pokonałby dopiero po ok. 2 580 000 lat, każdej sekundy przemierzając 50 km!

Ponadto gwiazdę oddaloną od Ziemi o 1000 lat świetlnych widzimy taką, jaką była 1000 lat temu. Co więcej, widzimy ją tam, gdzie była 1000 lat temu. Gdyby przestała istnieć, my na naszym niebie jeszcze przez tysiąc lat będziemy ją obserwować. Oczywiście, to wszystko astrologom nie przeszkadza, by stawiać ludziom, podobno bardzo naukowe, horoskopy i przez ludzką naiwność nabijać sobie portfele.

Horoskopy a logika

W myśl astrologii, by horoskop był dokładny, astrolog musi wziąć pod uwagę położenie wszystkich planet w dniu mego urodzenia. Dzieje się tak, ponieważ – jak twierdzi sama astrologia – każda planeta za coś w życiu odpowiada. Gdyby astrolog jakąś planetę pominął, automatycznie horoskop byłby niedokładny.

I tak przez tysiące lat astrolodzy byli dobrze sytuowanymi i wpływowymi ludźmi. Niektórzy z nich zajmowali uprzywilejowane miejsce na dworach królewskich i cesarskich. Władcy (choć nie tylko) często się ich radzili. Astrolodzy niezmiennie powtarzali: “Królu, wziąłem pod uwagę położenie wszystkich planet i wyszło mi, że powinieneś zrobić to i to”. Nawet w przypadku błędnego horoskopu, które zdarzały się najczęściej, astrolog dzięki sprytowi i zabobonnemu lękowi władców, spadał na cztery łapy.

Ta sielanka trwała do XVIII wieku. Wówczas okazało się, że istnieje więcej niż sześć powszechnie znanych planet. Odkryto bowiem Urana. Tak więc w myśl twierdzeń samych astrologów, iż należy znać położenie wszystkich planet, by horoskop był dokładny, miliony wcześniejszych horoskopów należy uznać za warte jedynie wyrzucenia do kosza. Ale astrologowie nie rezygnują: “Rzeczywiście” – mówią – “wcześniej znano tylko sześć planet, ale my mamy już teleskopy, odkryliśmy siódmą z nich i nasze horoskopy są już naprawdę dokładne”. Zdawałoby się, iż nikt nie da się oszukać. Ale niestety, ludzie dalej chodzili do wróżek i astrologów, dalej się ich radzili, często za to słono płacąc.

Przyszedł wiek XIX, odkryto siódmą planetę Układu Słonecznego – Neptuna. Historia się powtórzyła. Astrologowie, by ratować swe zakłamane posady, odkurzyli stare oszukaństwo, twierdząc, że już teraz to na pewno wszystkie planety i ich horoskopy są super dokładne. Historia się powtórzyła, niestety, nie tylko ze śpiewką astrologów, ale również z naiwnością ludzką. Ludzie wcale nie mniej korzystali z ich usług.

Nadszedł rok 1930. Odkryto dziewiątą planetę – Plutona. I znów gorące zapewnienia astrologów okazały się stekiem kłamstw. No, ale w wieku XXI, gdzie nauka i ludzki rozumu tyle osiągnęły, nikt chyba – kolejny już raz – na tę samą śpiewkę nie da się złapać. Jakież jest moje zdziwienie, gdy widzę niemalże w każdym czasopiśmie horoskop na pół czy całą stronę. Mało tego, całe strony wytapetowane są ogłoszeniami typu: “Wróżka prawdę ci powie, tylko zadzwoń 0-700…”. Mamy już wręcz specjalizację na rynku horoskopów: horoskop od miłości, biznesu, nauki, itp. W miastach, szczególnie większych, ogłoszenia: “Wróżka przyjmuje od… do …”, “Tarot wyjawi największe twoje problemy”. Być może już niedługo ogłoszenia będą oferowały bardziej kompleksowe usługi typu: “Oczy, które widzą przyszłość; ręce, które leczą; uszy, które skaczą”, itp.

Wniosek? Skoro opłaca się reklamować, to tylko dlatego, że znajduje się dziś armia naiwnych, która w oszukaństwa i zabobony jest w stanie nie tylko uwierzyć, ale i za nie zapłacić. Buntowałem się, gdy ktoś mówił: “Głupich nie trzeba siać – sami rosną”. Jednak chyba miał dużo racji. Bowiem często ludzie z tytułami, zdawałoby się wykształceni, wierzą i korzystają z takich zakłamanych usług. A przecież wystarczy tylko trochę logicznie pomyśleć…

Ale mi się sprawdza…

Warto w tym miejscu odnieść się do wielu głosów mówiących o sprawdzeniu się tego czy innego horoskopu. Niejednokrotnie przywołuje się postać francuskiego Żyda Nostradamusa, czyli Michela de Nostre-Dame (1503-1566), który w roku 1550 wydał kalendarze astrologiczne zwane Centuries Astriologiques. Zawarte tam czterowiersze dzięki swej wieloznaczności, ogólnikowości i nieokreśloności można w każdej epoce dopasować do wielu wydarzeń i zjawisk twierdząc, iż Nostradamus miał na myśli akurat to, co nam pasuje.

Zwróćmy uwagę, iż horoskopy gazetowe także układane są w formie ogólników, często całkowicie sprzecznych ze sobą. Redakcja jednej z gazet na dany tydzień pisze, iż spotka cię rozczarowanie związane z pracą i bliską osobą, inna zaś tępo zapewnia, że podjęta przez ciebie praca spełni twe oczekiwania. Przy takiej dozie ogólnikowości zawsze coś się komuś spełni na zasadzie prawdopodobieństwa. Przemilcza się przy tym fakty tysięcy chybionych horoskopów stawianych różnym ludziom bądź dotyczących wydarzeń, które miały się rzekomo rozegrać w przyszłości. Np. wybitny matematyk włoski Girolamo Cardano (1501-1576), wynalazca zawieszenia i przegubu, wału, bez których dziś trudno wyobrazić sobie rozwój motoryzacji, prekursor teorii liczb urojonych, był też zwolennikiem astrologii. Postawił sobie horoskop, w którym przewidział datę swej śmierci. Gdy wyznaczony dzień nadszedł, a nic nie wskazywało na śmierć… Cardano popełnił samobójstwo!

Istnieją dziś tzw. zawodowi astrologowie. Przyznają oni, iż horoskopy gazetowe są karykaturą prawdziwej astrologii, która, stawiając horoskopy, traktuje każdego człowieka indywidualnie. Otrzymałem przed laty książkę wydaną w roku 1991. Zawodowy astrolog – Leon Zawadzki, o którym na obwolucie napisano, iż jest “profesjonalnym astrologiem, doradcą, powiernikiem. Tworzy kierunek, który sam nazywa astrologią świątynną”, w swej książce Końca świata nie będzie opisuje, ileż to już wydarzeń przewidział. Ze s. 33 dowiadujemy się, iż praktycznie przewidział wybuch w Czarnobylu, ze s. 34-35 – zamach na premier Indii Indirę Gandi. Co prawda nasz profesjonalista troszkę się zagalopował, gdyż pisał: “Jeszcze przed końcem stulecia zobaczymy Indie zwaśnione i w końcu niefortunnie podzielone”. Jak wiemy, stulecie minęło, a Indie, choć targane konfliktami od dziesiątków lat, nie podzieliły się.

Co prawda już stronę dalej wieszcz zauważa, iż w tym czasie miał miejsce zamach na premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher. Odpiera zarzut swych przyjaciół, którzy pytali go, dlaczego nie ostrzegł. Wszak kto by uwierzył jakiemuś polskiemu astrologowi? Ale wszystkie te wydarzenia dotyczyły faktów zaistniałych po wydaniu książki. Czytając ją czekałem, czy astrolog świątynny zechce pokusić się o ujawnienie jakichś konkretnych wydarzeń z przyszłości. Wśród mnóstwa ogólników na s. 39-40 pojawia się długo oczekiwany konkret. Czytamy tam: “Ale jeśli już tak bardzo jesteśmy żądni sensacji, to proszę: w roku 1993 zostanie po raz pierwszy od 1945 r. użyta broń jądrowa w wojnie lokalnej na Bliskim Wschodzie…”; dalej padają ogólniki. Poczekałem cierpliwie, aż minie rok 1993 i co?… NIC! Astrolog świątynny, profesjonalny, zawodowy i jak by go jeszcze nie nazwać, chybił z kretesem.

Kłopotliwe pytania!

Co więcej, prawdziwa nauka i logika stawia astrologii wiele pytań, na które nie umie ona odpowiedzieć, np.:

·        Dlaczego bliźnięta urodzone w tym samym czasie i na tej samej szerokości geograficznej mają tak odmienne losy?

·        Dlaczego do postawienia horoskopu bierze się pod uwagę planety i Księżyc, a pomija się np. komety, planetoidy krążące między Marsem a Jowiszem czy też cztery największe księżyce Jowisza (niektóre większe od naszego)?

·        Dlaczego druga planeta ma odpowiadać za powodzenie, miłość czy urodę, podczas gdy jej nazwa jest ustalona z mitologii i z naukowego punktu widzenia Wenus ma taki sam wpływ na miłość i urodę, jak fazy księżyca na rozwój kolarstwa w Mongolii?

·        Skoro wyliczenia astrologów są tak dokładne i pewne, to dlaczego w historii ludzkości miliony horoskopów okazały się zwykłymi niewypałami i kompromitacją?

·        Co zrobią astrologowie, gdy się okaże, iż odkryto dziesiątą planetę Układu Słonecznego, której do tej pory nie uwzględniają, podobno bardzo dokładne, horoskopy?

·        Dlaczego horoskop układa się z datą i godziną urodzenia człowieka, a nie np. jego poczęcia, 3. miesiąca ciąży, wyjęcia z inkubatora w przypadku wcześniaków, itp.?

·        Na biegunach (powyżej 66o szerokości geograficznej) przez długie tygodnie zdarza się, iż nie ma żadnej planety. Co więc z tymi, którzy się tam rodzą w tym czasie? Nie można im wystawić horoskopu. Z astrologicznego punktu widzenia nie urodzili się!

·        Skoro wszystkie planety wpływają na człowieka, w tym odległe o miliardy kilometrów, to dlaczego w horoskopach nie uwzględnia się planety Ziemi, która jest najbliżej każdego człowieka (wręcz pod naszymi stopami)?!

·        itd., itd…

Rzecz jasna, pytań takich można stawiać więcej, ale myślę, iż wystarczą te oraz wcześniejsze nasze rozważania, by przekonać się, jak mądrą jest rada Biblii, by unikać praktyk astrologicznych. Dlatego wciąż aktualne jest wezwania św. Jana: “Nie dajcie zwodzić nikomu!” (1 J 3,7).

Czy wiesz, że…

Niedorzeczność, absurdalność, oszukaństwo i beznadziejność horoskopów wykazuje Biblia, współczesna nauka oraz zdrowy rozsądek!